Ultrasi papieru wspomagani bojówkarzami ebooków przeciwko wielbicielom audiobooków
Kto nie trafił na poniższe deklaracje? - Tylko papier! - Ja to muszę wziąć w rękę i przekartkować. - Ale jak to z ekranu? Przecież to męczy oczy? - Nie liczy się, że przeczytałeś, skoro ktoś ci przeczytał na głos. - Do czytania się trzeba skupić, to rytuał, a nie w biegu. - Książka tylko papierowa! Jeśli powyższe jest wam nieznane, gratulacje, nie byliście nigdy w książkowym internecie. Pewnie nawet nie rozmawialiście z nikim o książkach, ebookach i audiobookach. Ktoś taki na widowni? Nie zdziwię się, jeśli nie, bo trudno chociaż rykoszetem nie oberwać mocnym stwierdzeniem wywodzącym się wprost z czystego zamiłowania do książki papierowej. Zamiłowania graniczącego nieraz z fetyszyzmem, jednak przez to czasem zamkniętego na pewne usprawnienia. Bo przecież nie nowości, skoro czytniki ebooków są obecne na świecie od 14 lat (2004 - pierwsze komercyjne urządzenie ), a dźwiękowe zapisy książek są z nami od kiedy nauczyliśmy się łapać dźwięki w posłuszne stadka. Czyli mamy miło...